Przejdź do treści

Cztery miliony Polaków z niepełnosprawnością. Jeden z nich opowiada 

Rozmowa z Andrzejem — o życiu z mózgowym porażeniem dziecięcym, sile rodziny i tym, że ograniczenia nie muszą definiować człowieka

Rozmowa z Andrzejem — o życiu z mózgowym porażeniem dziecięcym, sile rodziny i tym, że ograniczenia nie muszą definiować człowieka 

Andrzej nie lubi narzekać. Nie dlatego, że nie ma na co — mózgowe porażenie dziecięce, kule, spastyczność mięśni, która nasila się właśnie wtedy, kiedy i tak jest najtrudniej. Ma na co. Po prostu gdzieś po drodze — między salą rehabilitacyjną a uczelnią, między pierwszą pracą a ślubem — nauczył się patrzeć inaczej. 

„Nie przegrywa ten, kto upadł. Przegrywa ten, kto się poddaje” 
 
Niepełnosprawność nie musi przekreślać marzeń, rozwoju zawodowego ani szczęśliwego życia rodzinnego. Doskonale wie o tym Andrzej – mąż, ojciec, specjalista z 18-letnim doświadczeniem zawodowym, społecznik i człowiek, który od dzieciństwa mierzy się ze skutkami mózgowego porażenia dziecięcego. 
 
Jego historia pokazuje, że ograniczenia nie definiują człowieka. O tym, skąd czerpie siłę, jaką rolę w jego życiu odgrywa rodzina i dlaczego nigdy nie warto się poddawać, rozmawiamy w kolejnym wywiadzie z cyklu „Pracownik z Sercem”. 
 
Andrzeju, opowiedz nam swoją historię. 
 
Według dokumentacji medycznej urodziłem się jako zdrowe dziecko. Jednak z nie do końca wyjaśnionych przyczyn przez całe życie zmagam się z konsekwencjami mózgowego porażenia dziecięcego. 
 
W moim przypadku niepełnosprawność dotyczy przede wszystkim kończyn dolnych. Poruszam się o kulach, a dodatkowym wyzwaniem jest spastyczność mięśni, która nasila się szczególnie w sytuacjach stresowych. Mam również niewielkie trudności manualne. 
 
Niepełnosprawność jest częścią mojego życia, ale nigdy nie pozwoliłem, by stała się jego definicją. 
 
Jak wyglądało Twoje dzieciństwo? 
 
Rehabilitacja była nieodłącznym elementem mojego życia. Do około dwudziestego roku życia większość czasu spędzałem na oddziale rehabilitacji. Można powiedzieć, że był to mój drugi dom. 
 
Oczywiście bywało ciężko. Rehabilitacja często wiązała się z bólem, wysiłkiem i wieloma wyrzeczeniami. Jednocześnie miałem ogromne szczęście spotkać ludzi, którzy wykonywali swoją pracę z prawdziwym zaangażowaniem i sercem. Rehabilitanci stworzyli atmosferę wsparcia, życzliwości i zrozumienia, dzięki której łatwiej było pokonywać kolejne bariery. 
 
Przez długi czas korzystałem również z nauczania domowego, dlatego moja droga edukacyjna wyglądała inaczej niż u większości rówieśników. 
 
Na swojej drodze edukacyjnej miałem zaszczyt spotkać wielu życzliwych nauczycieli, którym do dziś jestem wdzięczny za wyrozumiałość, wsparcie i pomoc, gdy były potrzebne. Ich postawa miała ogromny wpływ na moje dalsze możliwości rozwoju. 
 
Co pomogło Ci nie stracić motywacji? 
 
Przede wszystkim ludzie, których Bóg postawił na mojej drodze. 
 
Ogromne wsparcie otrzymałem od mamy, babci i dziadka. To oni od najmłodszych lat powtarzali mi, żebym się nie poddawał, walczył o siebie i swoje marzenia. 
 
Bez ich miłości, zaangażowania i wiary we mnie wiele rzeczy byłoby po prostu niemożliwe. 
 
Dziś nadal mogę liczyć na wsparcie najbliższych. Szczególne miejsce zajmuje moja żona, która pokochała mnie takim, jakim jestem i od lat towarzyszy mi zarówno w codziennych wyzwaniach, jak i realizacji marzeń oraz celów. Jej obecność, zrozumienie i pomoc są dla mnie ogromnym darem. 
 
Patrząc na swoje życie, wiem, że nigdy nie byłem pozostawiony sam sobie. To właśnie wsparcie rodziny dawało i nadal daje mi siłę, by iść naprzód mimo trudności. 
 
Mimo przeciwności osiągnąłeś naprawdę wiele. 
 
Udało mi się zdobyć wykształcenie i rozwijać zawodowo. 
 
Jestem magistrem profilaktyki społecznej i resocjalizacji. Posiadam również licencjat z pedagogiki rewalidacyjnej osób z niepełnosprawnościami oraz licencjat z teologii baptystycznej oraz studia podyplomowe na kierunku specjalista ds. zarządzania rehabilitacją (Reha-manager). 
 
Obecnie kończę studia podyplomowe na kierunku „Doradztwo zawodowe w instytucjach rynku pracy”. 

 
Posiadam także certyfikaty związane z rekrutacją pracowników, doradztwem zawodowym dla osób z niepełnosprawnościami oraz dostępnością. 
 
Dziś mogę powiedzieć, że jestem aktywny zawodowo od ponad 18 lat, zdobywając doświadczenie na różnych stanowiskach i nieustannie rozwijając swoje kompetencje. 
 
Czy czujesz się spełniony? 
 
Tak. Życiowo czuję się spełniony. 
 
Mam rodzinę, pracę, możliwość pomagania innym ludziom i realizowania swoich wartości. Osiągnąłem więcej, niż kiedykolwiek przypuszczałem. 
 
Oczywiście nadal mam cele i marzenia, ale jestem wdzięczny za to, co już otrzymałem. 
 
Jesteś mężem i ojcem. Jaką rolę odgrywa rodzina w Twoim życiu? 
 
Ogromną. 
 
Był czas, kiedy myślałem, że nigdy nie założę rodziny. Dziś wiem, że rodzina jest jednym z największych błogosławieństw, jakie otrzymałem od Boga. 
 
Mam żonę, która pokochała mnie takim, jakim jestem. Od lat jest dla mnie nie tylko ukochaną osobą, ale również ogromnym wsparciem w codziennym życiu. Wspólnie wychowujemy dwójkę dzieci i tworzymy dom oparty na wzajemnym szacunku, zrozumieniu oraz pomocy. 
 
Rodzina każdego dnia daje mi siłę, motywację i poczucie sensu. To właśnie dzięki wsparciu najbliższych łatwiej pokonywać trudności i z odwagą patrzeć w przyszłość. 
 
Czy niepełnosprawność wpływa na codzienne życie rodzinne? 
 
Oczywiście. Niektóre czynności wykonuję wolniej i wymagają one większego przygotowania. Zawsze muszę przewidywać różne sytuacje i odpowiednio organizować przestrzeń. 
 
Bywa również, że w niektórych sytuacjach potrzebuję pomocy żony. Dzięki wzajemnemu wsparciu i zrozumieniu codzienne wyzwania stają się jednak znacznie łatwiejsze do pokonania. 
 
Nie skupiam się na tym, czego nie mogę zrobić. Staram się wykorzystywać możliwości, które mam. 
 
W rozmowie często wracasz do wiary. Jaką rolę odgrywa ona w Twoim życiu? 
 
Kluczową. 
 
Wiara i Boże Słowo są fundamentem mojego życia. 
 
Nigdy nie miałem pretensji do Boga z powodu swojej niepełnosprawności. Z czasem zrozumiałem, dlaczego dopuścił takie doświadczenie w moim życiu i nauczyłem się je akceptować. 
 
Jestem wdzięczny za życie, które otrzymałem, za ludzi postawionych na mojej drodze oraz za wszystkie możliwości, jakie mimo ograniczeń mogłem wykorzystać. 
 
To właśnie wiara daje mi siłę, nadzieję i poczucie sensu każdego dnia. 
 
Jaką radę dałbyś osobom, które właśnie utraciły sprawność lub przechodzą bardzo trudny moment? 
 
Przede wszystkim nie poddawajcie się. 
 
Wiem, że łatwo jest powiedzieć takie słowa, a znacznie trudniej je przyjąć, gdy świat nagle się zawalił. Każdy człowiek przeżywa takie doświadczenia inaczej. 
 
Jednak jedno wiem na pewno – nie przegrywa ten, kto upadł. Przegrywa ten, kto się poddaje. 
 
Jeżeli możesz się rehabilitować – rób to. Jeżeli możesz rozwijać swoje umiejętności – rozwijaj je. Nie skupiaj się wyłącznie na ograniczeniach. Szukaj tego, co nadal możesz zrobić i buduj na swoich mocnych stronach. 
 
Nigdy nie wiesz, co przyniesie jutro. 
 
Kim jest Andrzej po godzinach pracy? 
 
Przede wszystkim mężem i ojcem. 
 
Poza pracą angażuję się społecznie i współpracuję z organizacjami chrześcijańskimi. Prowadzę szkolenia, wspieram działania pomocowe i staram się pomagać osobom z niepełnosprawnościami, które potrzebują rozmowy lub wsparcia. 
 
Bliska jest mi również edukacja biblijna. Można powiedzieć, że jestem kaznodzieją i wykładowcą Biblii w ramach działalności wolontariackiej. 
 
Bardzo lubię pomagać ludziom. Kiedy widzę, że ktoś dzięki rozmowie odzyskuje nadzieję albo odwagę do działania, daje mi to ogromną satysfakcję. 
 
Moją pasją jest także siłownia oraz kalistenika. Mimo ograniczeń staram się pozostawać aktywny i dbać o swoją sprawność. 
 
Czego nauczyło Cię życie? 
 
Życie nauczyło mnie, że warto walczyć o każdy dzień i nigdy się nie poddawać. 
 
Nauczyło mnie również, że życie jest wstępem do wieczności. Wierzę, że jeśli podczas ziemskiego życia człowiek zaufa Panu Jezusowi, czeka go niebiańska wieczność. Jeśli jednak odrzuci tę drogę, wieczność stanie się niekończącym się dramatem. 
 
Dlatego staram się patrzeć na życie z perspektywy nadziei, wdzięczności i celu, który wykracza poza codzienne trudności. 
 
Nie wiemy, co wydarzy się jutro. Nie wiemy, jakie możliwości jeszcze przed nami. Dlatego warto rozwijać swoje mocne strony, pomagać innym i iść naprzód nawet wtedy, gdy droga wydaje się szczególnie trudna. 
 
Bo często największe rzeczy przychodzą wtedy, gdy wydaje nam się, że wszystko jest już stracone.